Miniony tydzień był dziwny i zaskakujący. Przestałam liczyć punkty, zaczęłam jeść normalnie, bez ważenie i eliminacji węgli. Problemy z toaletą zniknęły, wszystko regularnie jak w zegarku. Dużo lepiej się czuję.
Dziś waga pokazała 73,7kg, czyli -0,8kg od ostatniego razu.
Także mogę żyć i chudnąć bez liczenia...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomiary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomiary. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 października 2012
poniedziałek, 8 października 2012
po 11 tygodniach
Dziś rozpoczynam 12 tydzień diety.
Waga na dziś 73,9kg, czyli od poprzedniego tygodnia nic a nic się nie ruszyło.
W sumie powinnam się cieszyć, że jakimś cudem nie skoczyłam w górę.
Miniony tydzień dzielę na tydzień i weekend.
Od poniedziałku do piątku jadłam regularnie i równo, po około 24 punkty dziennie.
W sobotę miałam gości i imprezkę, a w niedziele 12 godzin w pracy i tam jedzenie posiłków.
Także duzo wymówek do tego zastoju wagi.
No nic. Dziś poniedziałek, kolejny tydzień przede mną...
Waga na dziś 73,9kg, czyli od poprzedniego tygodnia nic a nic się nie ruszyło.
W sumie powinnam się cieszyć, że jakimś cudem nie skoczyłam w górę.
Miniony tydzień dzielę na tydzień i weekend.
Od poniedziałku do piątku jadłam regularnie i równo, po około 24 punkty dziennie.
W sobotę miałam gości i imprezkę, a w niedziele 12 godzin w pracy i tam jedzenie posiłków.
Także duzo wymówek do tego zastoju wagi.
No nic. Dziś poniedziałek, kolejny tydzień przede mną...
poniedziałek, 1 października 2012
początek 11 tygodnia
Urlop się skończył, dwa tygodnie laby za mną.
Z dietą było średnio, właściwie to jadłam wszystko, piłam wszystko. Stołowałam się w restauracjach i pubach, i był alkohol i niezdrowe jedzenie, ale też dużo owoców i wody i dużo ruchu. Bo najpierw wędrówki kilometrowe po Paryżu, a później całodzienne zwiedzanie Anglii.
I tak dzisiaj stanęłam na wadzę i wynik: 73,9kg.
Czyli +0,4kg od ostatniego pomiaru tydzień temu.
Dziś zaczynam 11 tydzień diety i wracam do solidnego liczenia.
Myśląc o tych dwóch tygodniach za mną, to muszę powiedzieć, że sprawy z toaletą bardzo się u mnie polepszyły. Wszystko bardzo regularnie i tak jak powinno być.
I to daje mi do myślenia, że może niepotrzebnie tak bardzo tnę węgle i tłuszcz.
Bo mimo, że waga na Weight Watchers idzie mi w dół, to jednak boję się, że odbija się to na moich wizytach w toalecie.
I patrząc na te 2 tygodnie za mną, to mimo, że jadłam wszystko, i pizza i frytki i ryba pieczona, i ciasta, serniki, chipsy it., to jednak codziennie byłam w toalecie, raz i dwa raz i waga jedynie 0,4kg w górę.
Także sama nie wiem co robić....
Z dietą było średnio, właściwie to jadłam wszystko, piłam wszystko. Stołowałam się w restauracjach i pubach, i był alkohol i niezdrowe jedzenie, ale też dużo owoców i wody i dużo ruchu. Bo najpierw wędrówki kilometrowe po Paryżu, a później całodzienne zwiedzanie Anglii.
I tak dzisiaj stanęłam na wadzę i wynik: 73,9kg.
Czyli +0,4kg od ostatniego pomiaru tydzień temu.
Dziś zaczynam 11 tydzień diety i wracam do solidnego liczenia.
Myśląc o tych dwóch tygodniach za mną, to muszę powiedzieć, że sprawy z toaletą bardzo się u mnie polepszyły. Wszystko bardzo regularnie i tak jak powinno być.
I to daje mi do myślenia, że może niepotrzebnie tak bardzo tnę węgle i tłuszcz.
Bo mimo, że waga na Weight Watchers idzie mi w dół, to jednak boję się, że odbija się to na moich wizytach w toalecie.
I patrząc na te 2 tygodnie za mną, to mimo, że jadłam wszystko, i pizza i frytki i ryba pieczona, i ciasta, serniki, chipsy it., to jednak codziennie byłam w toalecie, raz i dwa raz i waga jedynie 0,4kg w górę.
Także sama nie wiem co robić....
poniedziałek, 24 września 2012
koniec 9 tygodni
Dziś poniedziałek.
10 tydzień diety rozpoczęty.
Waga na dziś 73,3kg.
Od piątku mam gości z Polski, więc nie śledzę wagi, nie zliczam punktów, nie fotografuję potraw. Urlop dalej trwa, więc odpoczywam, zwiedzam i cieszę się wakacjami, mimo, że pogoda od kilku dni brzydka...
10 tydzień diety rozpoczęty.
Waga na dziś 73,3kg.
Od piątku mam gości z Polski, więc nie śledzę wagi, nie zliczam punktów, nie fotografuję potraw. Urlop dalej trwa, więc odpoczywam, zwiedzam i cieszę się wakacjami, mimo, że pogoda od kilku dni brzydka...
piątek, 21 września 2012
weekend
Dzisiaj piątek.
Waga po wyjazdowa 74,1kg i nic w dół od Paryża nie idzie.
+1,4kg od ważenia przed wyjazdem.
A to jeszcze nie koniec mojego urlopu. Także zobaczymy, jaki to będzie ten kolejny tydzień.
I to tyle na dziś...
Waga po wyjazdowa 74,1kg i nic w dół od Paryża nie idzie.
+1,4kg od ważenia przed wyjazdem.
A to jeszcze nie koniec mojego urlopu. Także zobaczymy, jaki to będzie ten kolejny tydzień.
I to tyle na dziś...
poniedziałek, 10 września 2012
poniedziałkowe ważenie
Dzisiaj jest 50 dzień diety.
Rozpoczynam 8 tydzień.
Na wadze dziś 73,4kg to jest +0,1kg od poprzedniego tygodnia.
Wyjadłam w sumie 170 punktów, co daje średnio 24,2 punkty na dzień.
Jadłam regularnie, ale często zdarzały mi się nieplanowane posiłki. Byłam poczęstowana ciastem, lodami z bitą śmietaną itp, i musiałam zjeść. Poza tym w minionym tygodniu dostałam okres więc i apetyt mi się wyostrzył.
Pozwalałam sobie na wiele, i kilka razy niestety biegi mi odpadły.
Był to bardzo pracowity tydzień dla mnie, zabiegany tak, że zapominałam ważyć się rano (co do mnie niepodobne:) czy robić codzienne zdjęcia posiłkom.
Także waga stoi, ale ja czuje się w miarę dobrze.
Ale dziś nowy dzień, nowy tydzień i do pracy trzeba się zabrać.
Oby było lepiej
Rozpoczynam 8 tydzień.
Na wadze dziś 73,4kg to jest +0,1kg od poprzedniego tygodnia.
Wyjadłam w sumie 170 punktów, co daje średnio 24,2 punkty na dzień.
Jadłam regularnie, ale często zdarzały mi się nieplanowane posiłki. Byłam poczęstowana ciastem, lodami z bitą śmietaną itp, i musiałam zjeść. Poza tym w minionym tygodniu dostałam okres więc i apetyt mi się wyostrzył.
Pozwalałam sobie na wiele, i kilka razy niestety biegi mi odpadły.
Był to bardzo pracowity tydzień dla mnie, zabiegany tak, że zapominałam ważyć się rano (co do mnie niepodobne:) czy robić codzienne zdjęcia posiłkom.
Także waga stoi, ale ja czuje się w miarę dobrze.
Ale dziś nowy dzień, nowy tydzień i do pracy trzeba się zabrać.
Oby było lepiej
poniedziałek, 3 września 2012
wyniki 6 tygodnia
I stało się.
Dziś 6 tygodni diety za mną.
Stanęłam rano na wadzę, i zobaczyłam 73,3kg, co daje -1kg w tym tygodniu.
W sumie od początku diety -7,4kg.
Nie muszę mówić, że jestem zachwycona wynikiem i bardzo się cieszę.
Jednak szczerze powiedziawszy był to najtrudniejszy tydzień dietowania jak do tej pory. Jadłam bardzo nierówno, a czasami pozwalałam sobie na zbyt wiele. Mało tego jadłam za dużo śmieciowego jedzenia, słodyczy itp. Trzy dni w tym tygodniu były bardzo złe, bo wpadałam w jakieś chore kompulsywne jedzenie, co oczywiście odbiło się na nieregularności w toalecie.
Także nie jestem zadowolona w tym tygodniu z siebie, aczkolwiek ten kilogram w dół mnie cieszy i motywuje strasznie do kolejnego tygodnia.
Miałam również kilka bardzo fajnych dni, gdzie prawie całkowicie wyeliminowałam węglowodany, jadłam super zdrowo. Myślę, że tak koło czwartku się opanowałam i przejęłam kontrole nad tym tygodniowym bałaganem.
Tygodniowy rozkład wagi:
27.8.2012- 74.3 (34pkt)
28.8.2012- 74.5 (17pkt)
29.8.2012- 73.6 (38pkt)
30.8.2012- 74.5 (17,5pkt)
31.8.2012- 74.4 (27pkt)
01.8.2012- 73.2 (16pkt)
02.8.2012- 73.7 (12,5pkt)
03.8.2012- 73.3kg
W sumie w tym tygodniu wyjadłam 162 punkty, co daje średnio na dzień 23,1pkt.
Zaczynam 7 tydzień diety, ten zostawiam za sobą.
Będzie lepiej, musi być lepiej.
Trzymamy kciuki, proszę!
Dziś 6 tygodni diety za mną.
Stanęłam rano na wadzę, i zobaczyłam 73,3kg, co daje -1kg w tym tygodniu.
W sumie od początku diety -7,4kg.
Nie muszę mówić, że jestem zachwycona wynikiem i bardzo się cieszę.
Jednak szczerze powiedziawszy był to najtrudniejszy tydzień dietowania jak do tej pory. Jadłam bardzo nierówno, a czasami pozwalałam sobie na zbyt wiele. Mało tego jadłam za dużo śmieciowego jedzenia, słodyczy itp. Trzy dni w tym tygodniu były bardzo złe, bo wpadałam w jakieś chore kompulsywne jedzenie, co oczywiście odbiło się na nieregularności w toalecie.
Także nie jestem zadowolona w tym tygodniu z siebie, aczkolwiek ten kilogram w dół mnie cieszy i motywuje strasznie do kolejnego tygodnia.
Miałam również kilka bardzo fajnych dni, gdzie prawie całkowicie wyeliminowałam węglowodany, jadłam super zdrowo. Myślę, że tak koło czwartku się opanowałam i przejęłam kontrole nad tym tygodniowym bałaganem.
Tygodniowy rozkład wagi:
27.8.2012- 74.3 (34pkt)
28.8.2012- 74.5 (17pkt)
29.8.2012- 73.6 (38pkt)
30.8.2012- 74.5 (17,5pkt)
31.8.2012- 74.4 (27pkt)
01.8.2012- 73.2 (16pkt)
02.8.2012- 73.7 (12,5pkt)
03.8.2012- 73.3kg
W sumie w tym tygodniu wyjadłam 162 punkty, co daje średnio na dzień 23,1pkt.
Zaczynam 7 tydzień diety, ten zostawiam za sobą.
Będzie lepiej, musi być lepiej.
Trzymamy kciuki, proszę!
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
podsumowanie 5 tygodnia
Dziś zaczynam 6 dzień diety. 35 dni za mną.
Na wadze dziś 74,3kg,
to jest -0,4kg od ostatniego tygodnia i -6,4kg od początku diety.
Jaki był ten miniony tydzień?
Ogólnie to mało ćwiczyłam i jakoś tak mało się ruszałam.
Ale jadłam w sumie równo, bez większych napadów głodu.
Starałam się minimalizować chleb jak to było tylko możliwe, i przed 3 dni w poprzednim tygodniu nie jadłam pieczywa wcale. Dalej mam problemy z toaletą i nic nie działa.Chyba niedługo będę musiała przekształcić dietę i kombinować z czymś, ale jeszcze nie wiem z czym.
Ostatnio miałam kilka kolacji białkowych i może to również miało wpływ, także w tym tygodniu postaram się i to zmienić.
Mój tygodniowy rozkład wagi:
20.8.2012- 74.7 (18pkt)
21.8.2012- 74.1 (17,5pkt)
22.8.2012- 74.7 (20pkt)
23.8.2012- 75.2 (21pkt)
24.8.2012- 74.6 (22pkt)
25.8.2012- 74.6 (23pkt)
26.8.2012- 74.8 (20pkt)
27.8.2012- 74.3
Jako, że dziś 5 tygodni za mną, taka okrągła rocznica, postanowiłam się zmierzyć, i zobaczyć, czy oprócz kilogramów ubywa mi też centymetrów i tak:
lewo udo: było 64cm - jest 61cm (-3cm)
biodra : było 110cm - jest 105 (-5cm)
brzuch pod pępkiem: było 93cm - jest 86cm (-7cm)
pod piersiami: było 91cm - jest 88cm (-3cm)
Podsumowując, w minionym tygodniu wyjadłam w sumie 141,5 punktu, co średnio na dzień daje 20,2pkt.
Spadek niewielki, ale jakoś cały tydzień był oporny, więc jestem zadowolona, że nadal jestem na minusie.
Także witam w szóstym tygodniu.
Na wadze dziś 74,3kg,
to jest -0,4kg od ostatniego tygodnia i -6,4kg od początku diety.
Jaki był ten miniony tydzień?
Ogólnie to mało ćwiczyłam i jakoś tak mało się ruszałam.
Ale jadłam w sumie równo, bez większych napadów głodu.
Starałam się minimalizować chleb jak to było tylko możliwe, i przed 3 dni w poprzednim tygodniu nie jadłam pieczywa wcale. Dalej mam problemy z toaletą i nic nie działa.Chyba niedługo będę musiała przekształcić dietę i kombinować z czymś, ale jeszcze nie wiem z czym.
Ostatnio miałam kilka kolacji białkowych i może to również miało wpływ, także w tym tygodniu postaram się i to zmienić.
Mój tygodniowy rozkład wagi:
20.8.2012- 74.7 (18pkt)
21.8.2012- 74.1 (17,5pkt)
22.8.2012- 74.7 (20pkt)
23.8.2012- 75.2 (21pkt)
24.8.2012- 74.6 (22pkt)
25.8.2012- 74.6 (23pkt)
26.8.2012- 74.8 (20pkt)
27.8.2012- 74.3
Jako, że dziś 5 tygodni za mną, taka okrągła rocznica, postanowiłam się zmierzyć, i zobaczyć, czy oprócz kilogramów ubywa mi też centymetrów i tak:
lewo udo: było 64cm - jest 61cm (-3cm)
biodra : było 110cm - jest 105 (-5cm)
brzuch pod pępkiem: było 93cm - jest 86cm (-7cm)
pod piersiami: było 91cm - jest 88cm (-3cm)
Podsumowując, w minionym tygodniu wyjadłam w sumie 141,5 punktu, co średnio na dzień daje 20,2pkt.
Spadek niewielki, ale jakoś cały tydzień był oporny, więc jestem zadowolona, że nadal jestem na minusie.
Także witam w szóstym tygodniu.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
podsumowanie 4 tygodni
Dziś zaczynam 5 tydzień diety.
W minionym tygodniu straciłam -0,8kg, co w sumie daje -6kg od początku diety.
Czuję się dobrze, ćwiczę więcej i więcej, i powoli moje mięśnie przestają mi dokuczać. Powoli wchodzę w rytm skakania i biegania i nie jest to już tak męczące.
Wyniki wyzwania skakankowego:
1 dzień- 370
2 dzień- 700
3 dzień- 260
4 dzień- 480
5 dzień- 540
W tym tygodniu wyskakałam w sumie 2350, do końca wyzwania zostało: 11 959 skoków.
Mój tygodniowy rozkład wagi:
13.8.2012- 75.5 (22pkt)
14.8.2012- 75.8 (18pkt)
15.8.2012- 75.7 (20pkt)
16.8.2012- 75.4 (22pkt)
17.8.2012- 75.9 (18pkt)
18.8.2012- 75.6 (23pkt)
19.8.2012- 75.8 (27,5pkt)
20.8.2012- 74.7
W sumie wyjadłam w poprzednim tygodniu 150,5 punktu, co daje średnio na dzień 21,5pkt. Było ciężko, bo waga straszne mi się wahała, kilkakrotnie szła do góry, a jak wiadomo wtedy motywacja spada, i chęci brak. Nadal problemy z toaletą, nie tak dobrze jakbym chciała.
Ale mimo wszystko, jestem zadowolona z tych wyników, bo i ćwiczyłam dużo, no i wynik końcowy nie jest aż taki zły.Bardzo dużo piłam, zwłaszcza wody, i kilka szejków.
I to tyle,
witam w 5 tygodniu!
W minionym tygodniu straciłam -0,8kg, co w sumie daje -6kg od początku diety.
Czuję się dobrze, ćwiczę więcej i więcej, i powoli moje mięśnie przestają mi dokuczać. Powoli wchodzę w rytm skakania i biegania i nie jest to już tak męczące.
Wyniki wyzwania skakankowego:
1 dzień- 370
2 dzień- 700
3 dzień- 260
4 dzień- 480
5 dzień- 540
W tym tygodniu wyskakałam w sumie 2350, do końca wyzwania zostało: 11 959 skoków.
Mój tygodniowy rozkład wagi:
13.8.2012- 75.5 (22pkt)
14.8.2012- 75.8 (18pkt)
15.8.2012- 75.7 (20pkt)
16.8.2012- 75.4 (22pkt)
17.8.2012- 75.9 (18pkt)
18.8.2012- 75.6 (23pkt)
19.8.2012- 75.8 (27,5pkt)
20.8.2012- 74.7
W sumie wyjadłam w poprzednim tygodniu 150,5 punktu, co daje średnio na dzień 21,5pkt. Było ciężko, bo waga straszne mi się wahała, kilkakrotnie szła do góry, a jak wiadomo wtedy motywacja spada, i chęci brak. Nadal problemy z toaletą, nie tak dobrze jakbym chciała.
Ale mimo wszystko, jestem zadowolona z tych wyników, bo i ćwiczyłam dużo, no i wynik końcowy nie jest aż taki zły.Bardzo dużo piłam, zwłaszcza wody, i kilka szejków.
I to tyle,
witam w 5 tygodniu!
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
podsumowanie trzeciego tygodnia
Skończyłam 3 tydzień diety.
Wynik: -1,7kg w tym tygodniu, czyli od początku diety -5,2kg.
A było tak:
6.8.2012- 77.2 (19pkt)
7.8.2012- 76.3 (23pkt)
8.8.2012- 76.9 (17pkt)
9.8.2012- 76.0 (25pkt)
10.8.2012- 75.7 (35pkt)
11.8.2012- 76.1 (20,5pkt)
12.8.2012- 75.9 (20pkt)
13.8.2012- 75.5
Jadłam dużo więcej niż w poprzednich tygodniach.
Starałam się pić i pić. Trzy razy miałam zielonego szejka, raz z porcją lnu.
Z chleba na razie nie rezygnuję, bo najadam się nim na śniadania w pracy jak niczym innym. Więc puki co jem prawie codziennie.
Z toaletą jakby trochę się ruszyło, ale sama nie wiem.
Bałam się trochę urodzin, że przejem wszystko, i że waga zacznie mi wariować, ale jest dobrze.
Oby podobnie było w nadchodzącym tygodniu.
Trzymamy kciuki, proszę!
Wynik: -1,7kg w tym tygodniu, czyli od początku diety -5,2kg.
6.8.2012- 77.2 (19pkt)
7.8.2012- 76.3 (23pkt)
8.8.2012- 76.9 (17pkt)
9.8.2012- 76.0 (25pkt)
10.8.2012- 75.7 (35pkt)
11.8.2012- 76.1 (20,5pkt)
12.8.2012- 75.9 (20pkt)
13.8.2012- 75.5
Jadłam dużo więcej niż w poprzednich tygodniach.
Starałam się pić i pić. Trzy razy miałam zielonego szejka, raz z porcją lnu.
Z chleba na razie nie rezygnuję, bo najadam się nim na śniadania w pracy jak niczym innym. Więc puki co jem prawie codziennie.
Z toaletą jakby trochę się ruszyło, ale sama nie wiem.
Bałam się trochę urodzin, że przejem wszystko, i że waga zacznie mi wariować, ale jest dobrze.
Oby podobnie było w nadchodzącym tygodniu.
Trzymamy kciuki, proszę!
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
poniedziałkowe ważenie
14 dni za mną.
Od ostatniego ważenia -0,3kg mniej, czyli -3,5kg od początku diety.
Było dobrze, w miarę równo.
Ogólnie to na początku tygodnia jadłam za mało, ale później wyrównałam punkty.
Codziennie jadłam chleb, codziennie była ryba albo kurczak, z produktów mlecznych to tylko troszkę sera.
W tym tygodniu nie wypiłam ani jednego zielonego szejka, ani siemienia lnianego i chyba ogólnie za mało wody piłam. Muszę wrócić do lnu, bo zaczynają mi się problemy z toaletą niestety.
Ale za to biegałam i ruszałam się dużo.
A waga wariowała tak:
30.7.2012- 77.5kg (16 pkt)
31.7.2012- 77.0kg (17,5 pkt)
1.8.2012 - 76.7kg (17 pkt)
2.8.2012 - 76.9kg (21 pkt)
3.8.2012 - 76.8kg (20,5 pkt)
4.8.2012 - 76.6kg (24,5 pkt) <-okres
5.8.2012 - 77.5kg (21 pkt)
6.8.2012 - 77.2 kg
W sumie w tym tygodniu wyjadłam 137,5punkta, średnio 19,5 na dzień.
Postanowienia na kolejny tydzień: mniej chleba, więcej wody.
Do słodyczy nadal mnie nie ciągnie, więc nie jest źle.
Od ostatniego ważenia -0,3kg mniej, czyli -3,5kg od początku diety.
Było dobrze, w miarę równo.
Ogólnie to na początku tygodnia jadłam za mało, ale później wyrównałam punkty.
Codziennie jadłam chleb, codziennie była ryba albo kurczak, z produktów mlecznych to tylko troszkę sera.
W tym tygodniu nie wypiłam ani jednego zielonego szejka, ani siemienia lnianego i chyba ogólnie za mało wody piłam. Muszę wrócić do lnu, bo zaczynają mi się problemy z toaletą niestety.
Ale za to biegałam i ruszałam się dużo.
A waga wariowała tak:
30.7.2012- 77.5kg (16 pkt)
31.7.2012- 77.0kg (17,5 pkt)
1.8.2012 - 76.7kg (17 pkt)
2.8.2012 - 76.9kg (21 pkt)
3.8.2012 - 76.8kg (20,5 pkt)
4.8.2012 - 76.6kg (24,5 pkt) <-okres
5.8.2012 - 77.5kg (21 pkt)
6.8.2012 - 77.2 kg
W sumie w tym tygodniu wyjadłam 137,5punkta, średnio 19,5 na dzień.
Postanowienia na kolejny tydzień: mniej chleba, więcej wody.
Do słodyczy nadal mnie nie ciągnie, więc nie jest źle.
poniedziałek, 30 lipca 2012
pomiary- 1 tydzień
Poniedziałek.
7 dni diety za mną na liczniki dziś 77,5kg czyli -3,2kg od poprzedniego tygodnia.
Bardzo duży spadek, dużo większy niż rok temu. Nie wiem czemu, bo jadłam dużo, piłam dużo i nie chodziłam głodna. Jadłam trochę mniej niż sobie założyłam na początku, ale nie miałam potrzeby sięgać po więcej. W sumie w tym tygodniu wyjadłam 135,5 punkta, średnio 19 na dzień. Największy spadek odnotowałam w pierwszych 3 dniach, później już się uspokoiło. W dniach poniedziałek i sobota miałam wolne od pracy i jak się okazuje w tych dniach jadłam najmniej!
23.7.2012- 80.7kg (15 pkt)
24.7.2012- 78.7kg (21,5 pkt)
25.7.2012- 78.3kg (20 pkt)
26.7.2012- 77.8kg (21,5 pkt)
27.7.2012- 78.0kg (20 pkt)
28.7.2012- 77.4kg (17,5 pkt)
29.7.2012- 77.4kg (20 pkt)
30.7.2012- 77.5kg
Jak było?
No więc, było dużo łatwiej niż za pierwszym razem. Nie ciągnęło mnie do słodyczy, raczej nie podjadałam.
Codziennie rano piłam wodę z cytryną, dwa razy w tym tygodniu miałam zielonego szejka, dwa razy porcje siemienia lnianego, zjadłam w sumie trzy kromki chleba żytniego i dwie słonecznikowego. Ze słodyczy tylko dwa lody rożki i 6 sztuk miśków haribo. A poza tym całą reszta to zdrowe jedzenie.
Z toaletą nie mam problemów, i mimo, że obawiałam się po poprzednich zmaganiach, to czuję się dobrze, nie jestem zmęczona ani głodna.
Także tej pierwszy tydzień zaliczam do udanych.
7 dni diety za mną na liczniki dziś 77,5kg czyli -3,2kg od poprzedniego tygodnia.
Bardzo duży spadek, dużo większy niż rok temu. Nie wiem czemu, bo jadłam dużo, piłam dużo i nie chodziłam głodna. Jadłam trochę mniej niż sobie założyłam na początku, ale nie miałam potrzeby sięgać po więcej. W sumie w tym tygodniu wyjadłam 135,5 punkta, średnio 19 na dzień. Największy spadek odnotowałam w pierwszych 3 dniach, później już się uspokoiło. W dniach poniedziałek i sobota miałam wolne od pracy i jak się okazuje w tych dniach jadłam najmniej!
23.7.2012- 80.7kg (15 pkt)
24.7.2012- 78.7kg (21,5 pkt)
25.7.2012- 78.3kg (20 pkt)
26.7.2012- 77.8kg (21,5 pkt)
27.7.2012- 78.0kg (20 pkt)
28.7.2012- 77.4kg (17,5 pkt)
29.7.2012- 77.4kg (20 pkt)
30.7.2012- 77.5kg
Jak było?
No więc, było dużo łatwiej niż za pierwszym razem. Nie ciągnęło mnie do słodyczy, raczej nie podjadałam.
Codziennie rano piłam wodę z cytryną, dwa razy w tym tygodniu miałam zielonego szejka, dwa razy porcje siemienia lnianego, zjadłam w sumie trzy kromki chleba żytniego i dwie słonecznikowego. Ze słodyczy tylko dwa lody rożki i 6 sztuk miśków haribo. A poza tym całą reszta to zdrowe jedzenie.
Z toaletą nie mam problemów, i mimo, że obawiałam się po poprzednich zmaganiach, to czuję się dobrze, nie jestem zmęczona ani głodna.
Także tej pierwszy tydzień zaliczam do udanych.
poniedziałek, 23 lipca 2012
pomiary
Wstałam, poszłam do toalety, zważyłam się.
Zaczynam z wagą 80,7kg (jakiś dramat)
Wymiary prawie takie jak przed rokiem, ale 5 kg więcej. nie mam pojęcia gdzie, ale waga nie kłamie więc, gdzieś te tony są. Pora je spalić....
Wymiary: lipiec 2011- 75,5kg
lewo udo: 64,5cm
biodra : 108cm
brzuch pod pępkiem: 92cm
pod piersiami: 90,cm
Wymiary: grudzień 2012- 65,5kg
lewo udo: 57,5cm
biodra : 100cm
brzuch pod pępkiem: 82cm
pod piersiami: 84cm
Wymiary: lipiec 2012- 80,7kg
lewo udo: 64cm
biodra : 110cm
brzuch pod pępkiem: 93cm
pod piersiami: 91cm
Z doświadczenia już wiem, że nie wytrzymam przy bardzo niskiej punktacji za długo, więc przed pierwsze 3 tygodnie postaram się nie przekraczać 22 punktów. A później jeśli zejdę ładnie poniżej 80kg, to przejdę na 21 punktów tygodniowo.
Jestem już po dzisiejszych zakupach, dużo zieleniny, owoców i warzyw kupiłam. Trochę ryb, makaron pełnoziarnisty, musli, biały ser, i zaczynam:)
Zaczynam z wagą 80,7kg (jakiś dramat)
Wymiary prawie takie jak przed rokiem, ale 5 kg więcej. nie mam pojęcia gdzie, ale waga nie kłamie więc, gdzieś te tony są. Pora je spalić....
Wymiary: lipiec 2011- 75,5kg
lewo udo: 64,5cm
biodra : 108cm
brzuch pod pępkiem: 92cm
pod piersiami: 90,cm
Wymiary: grudzień 2012- 65,5kg
lewo udo: 57,5cm
biodra : 100cm
brzuch pod pępkiem: 82cm
pod piersiami: 84cm
Wymiary: lipiec 2012- 80,7kg
lewo udo: 64cm
biodra : 110cm
brzuch pod pępkiem: 93cm
pod piersiami: 91cm
Z doświadczenia już wiem, że nie wytrzymam przy bardzo niskiej punktacji za długo, więc przed pierwsze 3 tygodnie postaram się nie przekraczać 22 punktów. A później jeśli zejdę ładnie poniżej 80kg, to przejdę na 21 punktów tygodniowo.
Jestem już po dzisiejszych zakupach, dużo zieleniny, owoców i warzyw kupiłam. Trochę ryb, makaron pełnoziarnisty, musli, biały ser, i zaczynam:)
wtorek, 20 grudnia 2011
ważenie- poniedziałek
Wczoraj zaczęłam 22 tydzień mojej diety. 147 dni za mną.
Waga na wczoraj to 65,8kg czyli +0,5kg od poprzedniego tygodnia.
A przede mną święta, także za tydzień pewnie dojdzie kolejny kilogram:)
Waga na wczoraj to 65,8kg czyli +0,5kg od poprzedniego tygodnia.
A przede mną święta, także za tydzień pewnie dojdzie kolejny kilogram:)
poniedziałek, 12 grudnia 2011
koniec 20 tygodnia
Kolejny poniedziałek, kolejne ważenie.
Dziś waga pokazała mi: 65,3kg, a to jest +0,2kg od ostatniego tygodnia.
Miniony tydzień był bardzo spokojny. Mimo, że liczyłam punkty to pozwalałam sobie na bardzo dużo. Chyba ostatni tydzień był bardziej utrzymaniem niż redukcją. Jadłam właściwie wszystko, chleb pełnoziarnisty na zmianę z pumperniklem i pieczywem chrupkim, zdarzył mi się kawałek tortu, śmieciowe jedzenia na imprezie, piłam szejki i nawet nie wiem kiedy minęło kolejne siedem dni diety.
Myślę, że ostatnio więcej chodzę na spacery, wybieram dłuższe trasy, często pod górkę.
Wczoraj również postanowiłam się zmierzyć kolejny raz. Ostatni raz mierzenie było we wrześniu, więc byłam ciekawa czy oprócz kilogramów, centymetry też mi ubywają. I wygląda to tak:
pod biustem: lipiec 90,5cm / wrzesień 84cm / grudzień 83,5cm - 7cm
talia: lipiec 92,5cm / wrzesień 87,5cm / grudzień 82cm - 10,5cm
biodra: lipiec 108cm / wrzesień 102cm / grudzień 100cm - 8cm
udo: lipiec 64,5cm / wrzesień 60,5cm / grudzień 57,5 - 7cm
Dziś waga pokazała mi: 65,3kg, a to jest +0,2kg od ostatniego tygodnia.
Miniony tydzień był bardzo spokojny. Mimo, że liczyłam punkty to pozwalałam sobie na bardzo dużo. Chyba ostatni tydzień był bardziej utrzymaniem niż redukcją. Jadłam właściwie wszystko, chleb pełnoziarnisty na zmianę z pumperniklem i pieczywem chrupkim, zdarzył mi się kawałek tortu, śmieciowe jedzenia na imprezie, piłam szejki i nawet nie wiem kiedy minęło kolejne siedem dni diety.
Myślę, że ostatnio więcej chodzę na spacery, wybieram dłuższe trasy, często pod górkę.
Wczoraj również postanowiłam się zmierzyć kolejny raz. Ostatni raz mierzenie było we wrześniu, więc byłam ciekawa czy oprócz kilogramów, centymetry też mi ubywają. I wygląda to tak:
pod biustem: lipiec 90,5cm / wrzesień 84cm / grudzień 83,5cm - 7cm
talia: lipiec 92,5cm / wrzesień 87,5cm / grudzień 82cm - 10,5cm
biodra: lipiec 108cm / wrzesień 102cm / grudzień 100cm - 8cm
udo: lipiec 64,5cm / wrzesień 60,5cm / grudzień 57,5 - 7cm
czwartek, 8 grudnia 2011
10,5 kilo
A chcecie zobaczyć jak wygląda 10kg mniej??
Ale najpierw wyjaśnienie. W pracy nosimy takie oto torebki na pasie, aby mieć ręce wolne w czasie robienia różnych rzeczy. Moja torba 136 dni temu opinała mój brzuch, dziś wygląda to tak:
I dodam tylko, że mogę dzisiaj przeciągać torbę przez boidra w dół, bez konieczności rozpinania paska:) Napisałabym, że jestem wielka, ale się powstrzymam:)
Ale najpierw wyjaśnienie. W pracy nosimy takie oto torebki na pasie, aby mieć ręce wolne w czasie robienia różnych rzeczy. Moja torba 136 dni temu opinała mój brzuch, dziś wygląda to tak:
I dodam tylko, że mogę dzisiaj przeciągać torbę przez boidra w dół, bez konieczności rozpinania paska:) Napisałabym, że jestem wielka, ale się powstrzymam:)
poniedziałek, 5 grudnia 2011
pomiary
No i jest poniedziałek. Koniec 19 tygodnia diety.
Waga dziś pokazała 65,1kg to jest -1,7kg od ostatniego tygodnia.
W sumie -10,4kg od początku diety.
Ten tydzień był dla mnie bardzo pracowity. I zmiany w pracy i zajęcia po pracy zatrzymywały mą uwagę i z tego powodu nie miałam za wiele czasu, aby dokładnie opisywać każdego dnia tutaj, ani wklejać zdjęć, ale liczyłam codziennie.
Po przerwie z szejkami znów zaczęłam sobie je robić na pierwsze śniadanie, co prawda nadal nie mam robota kuchennego i używam takiego ręcznego blendera, ale puki co świetnie się spisuje i bez problemu mieli len czy szpinak czy jarmuż. I zauważyłam, że len skutkuje najlepiej gdy piję się go z przerwami.
W czwartek zostałam zaproszona do znajomych na kawkę i zjadłam 2 kawały ciastka i cukierki michałki, dwa razy jadłam poza domem, kanapki na zwykłym pieczywie. Także jakoś szczególnie nie głodowałam i nie odmawiałam sobie. Do wczoraj waga stopniowo mi spadała. Wyglądało to mniej więcej tak:
Zestawienie punktowe ostatniego tygodnia:
pon. 28.11.- 66,8kg
wto. 29.11.- 66,5kg
śro. 30.11.- 66,0kg
czw. 01.12.- 66,0kg (ciasto i michałki)
pt. 02.12.- 65,7kg (tosty z masłem i fasolka na kolację)
sob. 03.12.- 66,3kg (chińszczyzna)
nie. 04.12.- 66,0kg (biegunka!!!)
pon. 05.12.2011- 65,1kg
Waga dziś pokazała 65,1kg to jest -1,7kg od ostatniego tygodnia.
W sumie -10,4kg od początku diety.
Ten tydzień był dla mnie bardzo pracowity. I zmiany w pracy i zajęcia po pracy zatrzymywały mą uwagę i z tego powodu nie miałam za wiele czasu, aby dokładnie opisywać każdego dnia tutaj, ani wklejać zdjęć, ale liczyłam codziennie.
Po przerwie z szejkami znów zaczęłam sobie je robić na pierwsze śniadanie, co prawda nadal nie mam robota kuchennego i używam takiego ręcznego blendera, ale puki co świetnie się spisuje i bez problemu mieli len czy szpinak czy jarmuż. I zauważyłam, że len skutkuje najlepiej gdy piję się go z przerwami.
W czwartek zostałam zaproszona do znajomych na kawkę i zjadłam 2 kawały ciastka i cukierki michałki, dwa razy jadłam poza domem, kanapki na zwykłym pieczywie. Także jakoś szczególnie nie głodowałam i nie odmawiałam sobie. Do wczoraj waga stopniowo mi spadała. Wyglądało to mniej więcej tak:
Zestawienie punktowe ostatniego tygodnia:
pon. 28.11.- 66,8kg
wto. 29.11.- 66,5kg
śro. 30.11.- 66,0kg
czw. 01.12.- 66,0kg (ciasto i michałki)
pt. 02.12.- 65,7kg (tosty z masłem i fasolka na kolację)
sob. 03.12.- 66,3kg (chińszczyzna)
nie. 04.12.- 66,0kg (biegunka!!!)
pon. 05.12.2011- 65,1kg
poniedziałek, 28 listopada 2011
ważenie
Eh...co tu duży mówić, jakiś felerny ten poniedziałek.
Waga pokazała mi 66,8kg dzisiaj, czyli +1,2kg od poprzedniego tygodnia.
I sobie myślę, że albo za dużo wyjadłam w minionym tygodniu, albo tydzień temu waga mi coś źle pokazała. No ale trudno się mówi, dziś znów poniedziałek znów nowy tydzień, aby jakoś odrobić straty.
Jaki był ten tydzień?
Za każdym razem wyjadałam więcej niż 22 punktów dziennie, więc się nie dziwię, że mi nic nie ubyło. Przekroczyłam dozwoloną tygodniową ilość słodyczy i z racji tego, że mam zepsuty blender nie piłam szejków w tym tygodniu. I ogólnie mogłabym jeszcze znaleźć kilka innych wymówek, ale mi się nie chce...
Waga pokazała mi 66,8kg dzisiaj, czyli +1,2kg od poprzedniego tygodnia.
I sobie myślę, że albo za dużo wyjadłam w minionym tygodniu, albo tydzień temu waga mi coś źle pokazała. No ale trudno się mówi, dziś znów poniedziałek znów nowy tydzień, aby jakoś odrobić straty.
Jaki był ten tydzień?
Za każdym razem wyjadałam więcej niż 22 punktów dziennie, więc się nie dziwię, że mi nic nie ubyło. Przekroczyłam dozwoloną tygodniową ilość słodyczy i z racji tego, że mam zepsuty blender nie piłam szejków w tym tygodniu. I ogólnie mogłabym jeszcze znaleźć kilka innych wymówek, ale mi się nie chce...
poniedziałek, 21 listopada 2011
początek 5 miesiąca
Jestem już po ważeniu i waga dziś pokazała 65.6kg
to jest -1,1kg od poprzedniego tygodnia
w sumie -9,9kg od początku diety.
Aż takiego spadku się nie spodziewałam, ale i tak się cieszę.
Jaki był ten tydzień?
Jadłam bardzo równo, około 19- 21 punktów na dobę z wyłączeniem wtorku gdzie zaszalałam. Ale ogólnie staram się pilnować, wybierać wartościowe produkty. Jeśli muszę coś koniecznie zjeść, to jem i robię dalej swoje. Jak widać trud się opłacił.
4 razy w tym tygodniu zjadłam typowo białkową kolację w postaci mięsa z kurczaka lub chudego twarogu. 4 dni rozpoczęłam zielonym szejkiem z lnem. Patrząc na jadłospisy z poprzedniego tygodnia myślę, że tym razem zjadłam więcej orzechów i ryb niż zwykle.
Z racji tego, że naczytałam się ostatnio nie za dobrych opinii na temat chrupkiego pieczywa, wprowadzam znów do diety pieczywo pełnoziarniste, razowiec. Puki co nie widzę negatywnych zmian związanych z poczuciem zamulenia więc myślę, że kromka czy trzy na tydzień nie będzie tragedią. Wczoraj miałam bardzo tłusty dzień, ale chyba mój organizm tego potrzebował.
Ogólnie czuję się świetnie. I nie mogę uwierzyć, że dziś zaczynam 5 miesiąc diety:)
I jeszcze na dodatek jedno zdjęcie, które bardzo mi poprawiło dzisiejszy dzień:
to jest -1,1kg od poprzedniego tygodnia
w sumie -9,9kg od początku diety.
Aż takiego spadku się nie spodziewałam, ale i tak się cieszę.
Jaki był ten tydzień?
Jadłam bardzo równo, około 19- 21 punktów na dobę z wyłączeniem wtorku gdzie zaszalałam. Ale ogólnie staram się pilnować, wybierać wartościowe produkty. Jeśli muszę coś koniecznie zjeść, to jem i robię dalej swoje. Jak widać trud się opłacił.
4 razy w tym tygodniu zjadłam typowo białkową kolację w postaci mięsa z kurczaka lub chudego twarogu. 4 dni rozpoczęłam zielonym szejkiem z lnem. Patrząc na jadłospisy z poprzedniego tygodnia myślę, że tym razem zjadłam więcej orzechów i ryb niż zwykle.
Z racji tego, że naczytałam się ostatnio nie za dobrych opinii na temat chrupkiego pieczywa, wprowadzam znów do diety pieczywo pełnoziarniste, razowiec. Puki co nie widzę negatywnych zmian związanych z poczuciem zamulenia więc myślę, że kromka czy trzy na tydzień nie będzie tragedią. Wczoraj miałam bardzo tłusty dzień, ale chyba mój organizm tego potrzebował.
Ogólnie czuję się świetnie. I nie mogę uwierzyć, że dziś zaczynam 5 miesiąc diety:)
I jeszcze na dodatek jedno zdjęcie, które bardzo mi poprawiło dzisiejszy dzień:
poniedziałek, 14 listopada 2011
ważenie
No i mamy poniedziałek.
Dziś zaczynam 17 tydzień mojej diety, 113 dzień dzisiaj.
Waga na dziś to 66,7kg czyli -0,4kg od poprzedniego tygodnia.
Jaki był ten tydzień?
Było różnie. Był to pierwszy pełny tydzień od powrotu z domu i założyłam sobie, że na 100% będę liczyć i nie będę podjadać, i że będzie super i że stracę to wszystko co nabrałam ostatnio i jeszcze trochę:) A po pierwszym dniu okazało się, że to nie takie proste. Mimo, że plany miałam wielkie to jednak ja sama potrzebowałam dużo więcej czasu, aby wrócić tak na całość do diety. Jadłam bardzo nierówno, zwłaszcza wieczorami i przekroczyłam dozwolona ilość słodyczy w tym tygodniu, a w szczególności lodów. W międzyczasie dostałam okres, źle się czułam i tylko trzy razy w poprzednim tygodniu zjadłam nabiał. Po 7 dniach picia zielonych szejków z lnem moje wizyty do toalety się unormowały, dochodzi do tego wyeliminowanie całkowicie chleba z diety (oprócz 2 kromek we wtorek).
Także trzymać kciuki za kolejny tydzień!
Dziś zaczynam 17 tydzień mojej diety, 113 dzień dzisiaj.
Waga na dziś to 66,7kg czyli -0,4kg od poprzedniego tygodnia.
Jaki był ten tydzień?
Było różnie. Był to pierwszy pełny tydzień od powrotu z domu i założyłam sobie, że na 100% będę liczyć i nie będę podjadać, i że będzie super i że stracę to wszystko co nabrałam ostatnio i jeszcze trochę:) A po pierwszym dniu okazało się, że to nie takie proste. Mimo, że plany miałam wielkie to jednak ja sama potrzebowałam dużo więcej czasu, aby wrócić tak na całość do diety. Jadłam bardzo nierówno, zwłaszcza wieczorami i przekroczyłam dozwolona ilość słodyczy w tym tygodniu, a w szczególności lodów. W międzyczasie dostałam okres, źle się czułam i tylko trzy razy w poprzednim tygodniu zjadłam nabiał. Po 7 dniach picia zielonych szejków z lnem moje wizyty do toalety się unormowały, dochodzi do tego wyeliminowanie całkowicie chleba z diety (oprócz 2 kromek we wtorek).
Także trzymać kciuki za kolejny tydzień!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
