Minął wtorek i 25 punktów dziś za mną.
Rano byłam w pracy, jadłam w miarę równo, dużo piłam. Miałam kanapkę, dwie brzoskwinie, gotowana kapustę i marchew, i kilka miśków haribo.
W drodze do domu kupiłam bagietę i zrobiłam mega kanapki ze wszystkim co miałam.
Całość za 11 punktów:
pół bagietki- 5pkt
masło- 1pkt
szynka wędzona- 2pkt
salami- 2pkt
ser pleśniowy- 1pkt
pomidor, cebula- 0pkt
A później zrobiłam szybką sałatkę za 1 punkt, bo punktuje tylko łycha oliwy:
Jakiś większy obiad gdzieś mi umknął, i tylko na wieczór arbuza kawał zjadłam.
Ale czuję się w miarę dobrze:)
wtorek, 2 października 2012
poniedziałek, 1 października 2012
żeberka
Poniedziałek minął mi bardzo szybko. Pierwszy dzień w pracy po urlopie, strasznie mi się nie chciało, ale nie było tak źle.
Rano śniadanie, tradycyjne kanapki na chlebie ze słonecznikiem.
Całość za 6 punktu:
2 kromki chleba- 4pkt
13 gram sera- 1pkt
20 gram szynki- 1pkt
warzywa- 0pkt
A później przed pracą miałam wczorajsze żeberka z warzywami i ryżem.
Dokładnie nie wiem jak to policzyć, bo żeberka, sos i ryż były take away, a warzywa sama ugotowałam dziś.
Ale myślę, że szczerą punktacją będzie policzyć za całość 11 punktów.
W pracy zjadłam pieczonego ziemniaka, jabłko i kawałek ciasta kokosowego.
Myślę, że wyjadłam dziś około 24 punktów.
I to tyle na dziś...
Rano śniadanie, tradycyjne kanapki na chlebie ze słonecznikiem.
Całość za 6 punktu:
2 kromki chleba- 4pkt
13 gram sera- 1pkt
20 gram szynki- 1pkt
warzywa- 0pkt
A później przed pracą miałam wczorajsze żeberka z warzywami i ryżem.
Dokładnie nie wiem jak to policzyć, bo żeberka, sos i ryż były take away, a warzywa sama ugotowałam dziś.
Ale myślę, że szczerą punktacją będzie policzyć za całość 11 punktów.
W pracy zjadłam pieczonego ziemniaka, jabłko i kawałek ciasta kokosowego.
Myślę, że wyjadłam dziś około 24 punktów.
I to tyle na dziś...
początek 11 tygodnia
Urlop się skończył, dwa tygodnie laby za mną.
Z dietą było średnio, właściwie to jadłam wszystko, piłam wszystko. Stołowałam się w restauracjach i pubach, i był alkohol i niezdrowe jedzenie, ale też dużo owoców i wody i dużo ruchu. Bo najpierw wędrówki kilometrowe po Paryżu, a później całodzienne zwiedzanie Anglii.
I tak dzisiaj stanęłam na wadzę i wynik: 73,9kg.
Czyli +0,4kg od ostatniego pomiaru tydzień temu.
Dziś zaczynam 11 tydzień diety i wracam do solidnego liczenia.
Myśląc o tych dwóch tygodniach za mną, to muszę powiedzieć, że sprawy z toaletą bardzo się u mnie polepszyły. Wszystko bardzo regularnie i tak jak powinno być.
I to daje mi do myślenia, że może niepotrzebnie tak bardzo tnę węgle i tłuszcz.
Bo mimo, że waga na Weight Watchers idzie mi w dół, to jednak boję się, że odbija się to na moich wizytach w toalecie.
I patrząc na te 2 tygodnie za mną, to mimo, że jadłam wszystko, i pizza i frytki i ryba pieczona, i ciasta, serniki, chipsy it., to jednak codziennie byłam w toalecie, raz i dwa raz i waga jedynie 0,4kg w górę.
Także sama nie wiem co robić....
Z dietą było średnio, właściwie to jadłam wszystko, piłam wszystko. Stołowałam się w restauracjach i pubach, i był alkohol i niezdrowe jedzenie, ale też dużo owoców i wody i dużo ruchu. Bo najpierw wędrówki kilometrowe po Paryżu, a później całodzienne zwiedzanie Anglii.
I tak dzisiaj stanęłam na wadzę i wynik: 73,9kg.
Czyli +0,4kg od ostatniego pomiaru tydzień temu.
Dziś zaczynam 11 tydzień diety i wracam do solidnego liczenia.
Myśląc o tych dwóch tygodniach za mną, to muszę powiedzieć, że sprawy z toaletą bardzo się u mnie polepszyły. Wszystko bardzo regularnie i tak jak powinno być.
I to daje mi do myślenia, że może niepotrzebnie tak bardzo tnę węgle i tłuszcz.
Bo mimo, że waga na Weight Watchers idzie mi w dół, to jednak boję się, że odbija się to na moich wizytach w toalecie.
I patrząc na te 2 tygodnie za mną, to mimo, że jadłam wszystko, i pizza i frytki i ryba pieczona, i ciasta, serniki, chipsy it., to jednak codziennie byłam w toalecie, raz i dwa raz i waga jedynie 0,4kg w górę.
Także sama nie wiem co robić....
poniedziałek, 24 września 2012
koniec 9 tygodni
Dziś poniedziałek.
10 tydzień diety rozpoczęty.
Waga na dziś 73,3kg.
Od piątku mam gości z Polski, więc nie śledzę wagi, nie zliczam punktów, nie fotografuję potraw. Urlop dalej trwa, więc odpoczywam, zwiedzam i cieszę się wakacjami, mimo, że pogoda od kilku dni brzydka...
10 tydzień diety rozpoczęty.
Waga na dziś 73,3kg.
Od piątku mam gości z Polski, więc nie śledzę wagi, nie zliczam punktów, nie fotografuję potraw. Urlop dalej trwa, więc odpoczywam, zwiedzam i cieszę się wakacjami, mimo, że pogoda od kilku dni brzydka...
piątek, 21 września 2012
weekend
Dzisiaj piątek.
Waga po wyjazdowa 74,1kg i nic w dół od Paryża nie idzie.
+1,4kg od ważenia przed wyjazdem.
A to jeszcze nie koniec mojego urlopu. Także zobaczymy, jaki to będzie ten kolejny tydzień.
I to tyle na dziś...
Waga po wyjazdowa 74,1kg i nic w dół od Paryża nie idzie.
+1,4kg od ważenia przed wyjazdem.
A to jeszcze nie koniec mojego urlopu. Także zobaczymy, jaki to będzie ten kolejny tydzień.
I to tyle na dziś...
wtorek, 18 września 2012
śniadanie
Ja już po paryskim śniadaniu. Dziś sałatka owocowa i słodkie naleśniki z sosem z czerwonych owoców.
Co prawda bez francuskiego rogala, ale i tak było smacznie.
Poza tym ostatnie dwa dni były przepełnione spacerami i wycieczkami.Wracaliśmy wieczorem do hotelu zmęczeni, z bólem w nogach i stopach. Zwiedziliśmy co się dało, widzieliśmy ile mogliśmy w tym ograniczonym czasie.
Dziś już się pakujemy powoli. Nasz długi weekend kończy się i wieczorem powinniśmy dotrzeć do domu.
Także żegnaj Paryżu...
Co prawda bez francuskiego rogala, ale i tak było smacznie.
Poza tym ostatnie dwa dni były przepełnione spacerami i wycieczkami.Wracaliśmy wieczorem do hotelu zmęczeni, z bólem w nogach i stopach. Zwiedziliśmy co się dało, widzieliśmy ile mogliśmy w tym ograniczonym czasie.
Dziś już się pakujemy powoli. Nasz długi weekend kończy się i wieczorem powinniśmy dotrzeć do domu.
Także żegnaj Paryżu...
sobota, 15 września 2012
pozdrowienia z Paryża
Pięknie, słonecznie, romantycznie.
Pierwszy dzień wyczekiwanych wakacji.
Dużo chodziliśmy, bo TYLE do zobaczenia, a tak mało czasu.
Do hotelu wróciliśmy późno, padnięci.
Mój obiad, w restauracji pod Łukiem Triumfalnym:
I kilka ujęć z dzisiaj:
Pierwszy dzień wyczekiwanych wakacji.
Dużo chodziliśmy, bo TYLE do zobaczenia, a tak mało czasu.
Do hotelu wróciliśmy późno, padnięci.
Mój obiad, w restauracji pod Łukiem Triumfalnym:
I kilka ujęć z dzisiaj:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
